Pierwsza zasada hermetyzmu brzmi jak zdanie wyjęte z filozoficznego snu, albo z Matrixa, albo z rozmowy prowadzonej późno w nocy, kiedy człowiek zaczyna podejrzewać, że rzeczywistość tylko udaje taką oczywistą.
Bo przecież świat wygląda solidnie. Krzesło jest krzesłem, kamień jest kamieniem, droga jest drogą. A jednak im głębiej wchodzimy w filozofię, fizykę, psychologię czy duchowość, tym bardziej ta oczywistość zaczyna się kruszyć.
Hermetycy mówili, że Wszechświat ma naturę mentalną. Że za tym, co widzialne, stoi Umysł. Nie chodzi tu jednak o zwykłe ludzkie myślenie, o prywatne opinie czy codzienne paplanie głowy. Chodzi o coś znacznie głębszego — o zasadę, z której wyłania się rzeczywistość.
Brzmi to odważnie. Może nawet niebezpiecznie. Bo jeśli wszystko jest umysłem, to czym jest materia? Czym jest ciało? Czym jest cierpienie? Czym jest śmierć?
Nie sądzę, żeby tę zasadę należało rozumieć płasko, w stylu: „wystarczy pozytywnie myśleć, a świat się zmieni”. To byłaby duchowa wersja reklamy suplementu diety. Hermetyzm jest głębszy. Mówi raczej, że rzeczywistość nie jest tylko martwym mechanizmem. Że za zasłoną zjawisk istnieje porządek, sens, świadomość albo przynajmniej tajemnica, której nie da się zamknąć w prostym równaniu.
Intuicyjnie czuję, że rzeczywistość jest czymś innym, niż wygląda. Nie wiem, czy to fascynacja, czy niepokój. Może raczej ciekawość. Ten rodzaj ciekawości, który nie każe natychmiast uciekać w gotowe odpowiedzi, ale pozwala zatrzymać się na progu tajemnicy.
Jeśli świat jest w jakiś sposób „pomyślany”, to może nasze życie również nie jest tylko chaotycznym zbiorem przypadków. Może każdy wybór, każdy błąd, każde cierpienie i każde spotkanie jest częścią większej drogi.
Ale właśnie: drogi, nie celu.
Bo może jedna z najważniejszych prawd, także hermetycznych, brzmi tak: nie cel jest najważniejszy, lecz droga. Człowiek chciałby posiąść Wszystko. Zrozumieć Wszystko. Nazwać Wszystko. Opanować Wszystko. Tymczasem hermetycy zdają się szeptać: Wszystkiego nie da się zdobyć.
I całe szczęście.
Bo gdyby człowiek zdobył Wszystko, przestałby być pielgrzymem. A może właśnie pielgrzymowanie jest jego najgłębszą naturą.