Współczesny rynek rozwoju osobistego przypomina jarmark pełen krzykliwych sprzedawców gotowych recept. Słyszymy zewsząd: „Musisz być produktywny”, „Powinieneś osiągnąć sukces”, „Zoptymalizuj swój poranek”. Przekonuje się nas, że rozwój to nieustanne dodawanie – nowych umiejętności, nowych nawyków, nowych certyfikatów.
A co, jeśli autentyczna przemiana polega na czymś zupełnie odwrotnym? Co, jeśli zamiast budować kolejne piętra, trzeba najpierw przeprowadzić radykalne odgruzowanie?
Ponad sto lat temu Fryderyk Nietzsche w swoim genialnym dziele Tako rzecze Zaratustra nakreślił mapę ludzkiego ducha. Nie była to jednak mapa wspinaczki na szczyt korporacyjnej drabiny, ale proces odzyskiwania samego siebie. Droga ta wiedzie przez trzy kluczowe etapy. Jeśli chcesz możesz sprawdzić, na którym z nich teraz stoisz.
Wielbłąd – Ciężar cudzych oczekiwań
Większość z nas zaczyna jako wielbłądy. Wielbłąd to stworzenie niezwykle wytrzymałe, potulne i… ślepe na własne potrzeby. Klęka przed światem i woła: „Nałóżcie na mnie brzemię!”.
Wielbłądem steruje jedno słowo: „Powinieneś”.
To moment, w którym niesiesz na plecach nie swoje marzenia. Dźwigasz oczekiwania rodziców, normy społeczne, definicje sukcesu podpatrzone u instagramowych guru i religijne poczucie winy. Wielbłąd jest dumny ze swojej wytrzymałości. Potrafi pracować po czternaście godzin na dobę, brać na siebie kolejne toksyczne obowiązki i znosić ból, wierząc, że tak trzeba.
Ale pustynia, przez którą idzie, jest bezkresna. W pewnym momencie ciężar staje się nie do zniesienia, a sens wędrówki paruje. Wtedy pojawia się kryzys – to, co Nietzsche nazwał momentem „śmierci boga”. Dawne autorytety i gotowe prawdy tracą swoją moc. Zostajesz sam na pustyni z pytaniem: Po co to wszystko?
Lew – Bunt i wielkie „Chcę”
Gdy wielbłąd dociera do najgłębszej pustyni, dochodzi do fascynującej metamorfozy. Zamienia się w lwa. Lew nie chce już niczego dźwigać. Jego celem jest wolność.
Na drodze lwa staje potężny, złoty smok, którego każda łuska lśni nakazem: „Powinieneś”. Lew nie kłania się smokowi. Staje z nim do walki i ryczy mu w twarz jedno, potężne: „Chcę!”.
To faza buntu. Moment, w którym mówisz „nie” toksycznej pracy, bezsensownym relacjom i narzuconym definicjom tego, jak ma wyglądać udane życie. Lew odrzuca moralność stada. To etap niszczenia starych tabu, odgruzowywania przestrzeni i odzyskiwania suwerenności. Bez fazy lwa nie ma mowy o wolności.
Jednak lew ma jedno ograniczenie: potrafi niszczyć, ale nie potrafi budować. Może wywalczyć wolność „od czegoś”, ale jeszcze nie wie, do czego ta wolność ma mu służyć. Pusta przestrzeń po zniszczonym smoku może przerażać nihilizmem i brakiem punktów orientacyjnych.
Dziecko – Święte „Tak”
Dlatego, jak pisał Nietzsche, lew musi ostatecznie stać się dzieckiem. Dlaczego akurat dzieckiem? – „Niewinnością jest dziecię i zapomnieniem, nową grą, świętem TAK” – mówi Zaratustra.
Dziecko nie ogląda się na przeszłość. Nie niesie urazy lwa, ani garbu wielbłąda. Dla dziecka rzeczywistość jest czystą kartą, nową grą, którą podejmuje na własnych warunkach. Dziecko reprezentuje twórczą Wolę Mocy – nie w sensie dominacji nad innymi, ale w sensie pełnej, radosnej władzy nad własnym losem, zdolności do nadawania światu własnych znaczeń.
Stać się dzieckiem to zacząć pisać własną książkę życia, projektować biznes bez ślepego naśladownictwa rynkowych schematów i iść swoją drogą z lekkim sercem, albo wejść do prawdziwego królestwa, jak chciał Jezus z Nazaretu.
Czy przeżyłbyś to jeszcze raz?
Nietzsche zostawił nam jeszcze jedno narzędzie – brutalny, ale niesamowicie otrzeźwiający test psychologiczny, zwany koncepcją „Wiecznego Powrotu”.
Wyobraź sobie, że w tej chwili podchodzi do Ciebie demon i mówi: – „Twoje obecne życie – ze wszystkimi jego zachwytami, ale też z każdym lękiem, błędem, nudą i rozczarowaniem – powtórzy się kołem w dokładnie tej samej kolejności. I to nieskończenie wiele razy”.
Jak reagujesz? Przeklinasz ten los, czy upadasz na kolana z zachwytu?
Większość ludzi z lękiem odwróciłaby wzrok. Dlaczego? Bo żyją życiem wielbłąda, realizując cudze scenariusze. Prawdziwa przemiana, która rodzi się w Twojej Pracowni, to budowanie takiego życia, takiej codzienności i takich projektów, aby na pytanie demona móc odpowiedzieć z absolutnym spokojem: – Tak. Chcę tego dokładnie tak, jak jest. Raz jeszcze. I nieskończenie wiele razy.
To jest właśnie „amor fati”– miłość własnego losu, który sami, z pełną odpowiedzialnością kształtujemy.
Zamiast więc pytać dziś siebie, co jeszcze musisz w sobie „naprawić” lub jaki kolejny kurs musisz kupić, zapytaj:
„Który z moich obecnych garbów należy do wielbłąda? Gdzie potrzebuję lwa, a w jakich obszarach mojego życia czas najwyższy pozwolić dojść do głosu dziecku?